Leon milczał Dolał
„Leon milczał. Dolał sobie jeszcze piwa.
—Nie wiem, jak pan się do tego odnosi — zaczepił go
10 — Słowacki wysp tropikalnych
sąsiad — ale ja osobiście jak najbardziej jestem za pacyfikacją... Rząd zanadto się z nimi cacka. Doigramy się, niech pan popamięta moje słowa! Hady!
— Ba — odrzekł nieobowiązująco. — Ale niech pan porówna ich ludowy chóralny śpiew z naszym. Śpiewają kontrapunktem, a u nas unisono.
Pan z gazetą otworzył był usta, by o coś zapytać. Wtem od okna naprzeciwko odezwał się inny pasażer, również przejęty alarmistyczną wzmianką w dzisiejszej prasie. Między nim a panem z gazetą wywiązał się dwugłos i teraz Leon nie mógł już mieć pewności, czy sąsiad lubiący przebywać w towarzystwie przysiadł się do niego przypadkowo, czy też nie. Z jednej strony było to ciekawym zbiegiem okoliczności, że akurat po wczorajszym zaczepiono go na temat mniejszości, z drugiej jednak wydawać się mogło, że dziś zagadnieniem mniejszości interesuje się cały wagon. A jednak coś wokoło mnie jak gdyby zaczyna się dziać, znów pomyślał. Patrzył przez okno na mknące kłęby dymu z miną człowieka, który ma swoje kłopoty prywatne i nie przejmuje się kłopotami państwowymi.
„Prometeusz", przeleciało mu naraz przez głowę, niczym kłąb dymu.“(5)